
Chciałem opowiedzieć wam pewną historyjkę, którą usłyszałem
parę lat temu w trakcie zagranicznej wycieczki. Być może część
z was już ją zasłyszała, albo słyszała w trochę innej wersji,
ale nigdy nie zaszkodzi jeszcze raz powtórzyć, w szczególności
gdy historyjka jest równie ciekawa i smutna.
Pewna młoda dziewczyna cierpiała z powodu strasznie odstających
uszu. Już od pierwszej klasy podstawówki musiała zmierzyć się ze
zlośliwymi żartami swoich koleżanek i kolegów. Z wiekiem było
jej coraz trudniej i trudniej i trudniej. Gdy osiągnęła wiek
nastoletni a wszyscy jej rówieśnicy zaczęli intensywnie interesować
się sobą nawzajem, jej anatomiczny feler szczególnie się uwypuklił.
Na szczęście znalazła wierną koleżankę i powierniczkę swoich trosk
i cierpień, która starała się podnosić ją na duchu, gdy tylko stan
psychiczny dziewczyny się pogarszał. Któregoś razu koleżanka ta,
sama targana dziewiczą zgryzotą, postanowiła działać.
Zaproponowała wyjście na dyskotekę, a odstające uszy miały zostać
przyklejone na klej superglue. Z początku pomysł nie przypadł do
gustu cierpiącej nastolatki, ale po pierwszej próbie dała się
przekonać. Klej robił cuda. Uszy przyklejone do głowy wyglądały
bardzo ładnie. Na dyskotece obydwie dziewczyny zwróciły uwagę grupy
chłopców. Jeden z przystojniejszych poprosił dziewczynę do tańca.
W duchu płakała ze szczęścia. Niestety na sali było nieznośnie
gorąco, muzyka szybka i głośna, dziewczyna zziajała się i upociła.
Jedno ucho odkleiło się nie wiadomo kiedy i zaczęło sterczeć gorzej
niż wcześniej, w asymetrii.




